MasterChef Ocenią nas Mistrzowie

Została nas parzysta ilość więc spodziewałam się kolejnego zadania grupowego. Jak już wiadomo było, że wsiadamy do busa i „gdzieś” jedziemy byłam wręcz przekonana że będziemy łączyć siły:)
Nigdy wcześniej nie wiedzieliśmy jaka będzie konkurencja , jakie otrzymamy zadanie oraz gdzie się będzie odbywało także nasze reakcje na twarzach są w 100% prawdziwe.

Kiedy podjechaliśmy pod hotel Sheraton w Krakowie powoli zaczęłam odczuwać pewnego rodzaju wewnętrzny lęk. Mam tak czasami, że czuje zbliżające się zagrożenie:) i własnie takie miałam samopoczucie:) Kiedy cudowne Panie garderobiane przyniosły nam nasze „wdzianka” zaczęły mi się pocić ręce.  Te zapaski, furażerki – wiedziałam że nie będzie normalnie i znowu coś ekstra dla nas szykują.
Fot. TVN/Bartosz Siedlik
Czasami starłam się w logiczny sposób sama sobie wytłumaczyć, że jestem dorosłą osobą i że to co się dzieje to zabawa, mam z tego czerpać przyjemność, a nie trząść się jak osika na widok „białego fartucha”:))) Wierzcie mi to gotowanie jest zupełnie inne. Za każdym razem towarzyszy mi masa stresu który potrafi (przekonałam się!!) odebrać rozum:)

 

Wracając do tematu gotowa do działania ubrana jak MasterSMERF czekałam na zadanie jakie przygotowali dla nas jurorzy. Jak usłyszałam co nas czeka byłam załamana, jak zobaczyłam krytyków: Panią Ewę Wachowicz, Pana Piotra Bikonta i gościa specjalnego Ricka Steina nie wiedziałam czy się cieszyć że ich poznam czy uciekać z tego hotelu bo nie dam rady nic ugotować w profesjonalnej kuchni. Potem już  było tylko gorzej. Wprowadzono nas do kuchni hotelu Sheraton a tam przywitał nas sam jej szef Tomasz Leśniak. Pokazał nam na jak stworzona jest tutejsza karta, opowiedział nam o składnikach które sprowadza z najróżniejszych zakątków świata, pokazał jak pracuje. To było niesamowite przeżycie patrzeć jak powstaje „smak idealny” :) Jestem pod wrażeniem jego osoby nawet mu zazdroszczę (tak pozytywnie) że w tak młodym wieku odnalazł swoja pasję i ją realizuje. Dla mnie ma on niesamowity talent.
Jednak chwila w „normalnym świecie  szybko się skończyła kiedy usłyszałam co nas czeka: że będziemy gotować osobno, że nasze danie ma odpowiadać wyrafinowanej karcie Sheratona  Ja nie miałam nawet koncepcji co mogłabym zrobić w spiżarni nie widziałam żadnych składników byłam jakaś zamroczona. Po raz pierwszy chciało mi się płakać z takiej bezsilności, nieudolności i marności. Chyba sama sobie wbijałam do głowy że nie dam rady. W tym programie jest tak, że wole gotować niż czekać, aż zaczniemy bo wtedy sama się nakręcam że nic nie potrafię a wszyscy dookoła są tacy cudowni.
Fot. TVN/Bartosz Siedlik
Jak zaczęliśmy konkurencję wszytko samo zaczęło się układać i psuć i tak na zmianę. Uważam, że miałam najgorsze miejsce do gotowania, nie chodzi tu o wyposażenie ale o obecność jurorów którzy stali wprost nad moim stanowiskiem i to dodatkowo mnie paraliżowało. Bałam się, że każdy mój ruch jest nieprofesjonalny –  nawet ziemniaki  starałam się obierać w jakiś bliżej nie znany mi sposób:) heh co nerwy robią z człowieka.

Fot. TVN/Bartosz Siedlik
Fot. TVN/Bartosz Siedlik
Jak już skończyłam to chciałam jak najszybciej opuścić tą kuchnię, niby wszystko ok ale wewnątrz czułam niezadowolenie – nie podobało mi się moje danie. Co do łososia, to go uwielbiam i często jest  na stole w moim domu więc umiem go przyrządzić jednak nie miałam możliwości skosztowania dania w całości a bałam się że salsa może być za mocna. Poza tym wszechobecna świadomość kto to będzie jadł!!!!!!! a ja przecież jestem „prosta dziołszka ze wsi”:) i na pewno nie będzie im smakowało!
Moje danie to filet z łososia z paprykowo-pomarańczową salsą na ziemniaczanym puree ze skórką pomarańczy i miętą.
przepis kliknij TUTAJ
Fot. TVN/Bartosz Siedlik
No i teraz zostało nam tylko czekać jako że gotowaliśmy w dwóch turach po 4 osoby ja byłam w pierwszej. Pamiętam, że jak skończyłam siedziałam na trawniku przed hotelem i byłam załamana a jak druga połowa skończyła i przyszła była mega zadowolona to moja depresja się pogrążała że jednak do d… jest moje danie, jego prezentacja i że przyniosłam sobie i bliskim wstyd  Wiecie jak człowiek potrafi się sam pogrążać mi to w tym dniu wychodziło fenomenalnie.  Jeszcze nie było oceny krytyków a ja już chodziłam smutna, załamana itd. Nawet pracujący w hotelu kucharze jak widzieli mnie przechodzącą to zawołali i powiedzieli, że moje danie wygląda i smakuje najlepiej także nie mam się martwić. Oczywiście ich słowa odebrane były przeze mnie jako „pocieszenie bo jest tak fatalnie”   – aj przyznaje że potrafię sobie wiele dopowiedzieć:)
No i zaczęło się najgorsze – ocena, a na dodatek ja pierwsza oko w oko z „wyrafinowanymi podniebieniami”:), moje myśli cały czas krążyły wokół mojej beznadziejności więc chciałam jak najszybciej teleportować się z pola obstrzału  Uffffffffffff nie macie pojęcia jak się cieszyłam, że jestem już „po” i mam święty spokój. Nawet cieszyłam się że nie było tak źle, spodziewałam się piorunów w moja stronę:) Kiedy już każdy rozprawił się z krytykami wezwano nas do ogłoszenia wyniku zadania.
Fot. TVN/Bartosz Siedlik
 Stałam sobie tak i tylko myślałam żeby ten dzień się skończył a tu nagle Rick Stein wymienia moje imię jako jedno z trójki najlepszych dań. Nie wierzyłam w to co się dzieję, NIE WIERZYŁAM W SIEBIE!!! Czułam się wyjątkowo, Rick Stein wyróżnił moje danie!!!! Czyli ja jednak coś potrafię i nie jest ze mną tak źle:) ale się cieszę nawet jak piszę tą relację.  Niesamowite przeżycie i niespodzianka, która sprawiła że tego dnia z radości biegałam dwa razy (mieszkając w Krakowie gdzie kręcona była produkcja – biegałam codziennie o świcie po Parku Lotników Polskich ) z powodu przypływu tej pozytywnej energii (drugi raz o 1 w nocy jak skończyliśmy nagrywanie).
 Fot. TVN/Bartosz Siedlik
Jak wiadomo osoby które najgorzej wykonały zadanie brały udział w dogrywce – tym razem Maciek, Magda i Agnieszka musieli zrobić steki w 3 stopniach wysmażenia: rare, medium i well done (krwisty, średnio wysmażony i mocno wysmażony). Najgorzej poradziła sobie Madzia. Znowu ciężko było się żegnać tym bardziej, że z każdym dniem byliśmy bardziej ze sobą zżyci. Od Tili (Magdy) na pożegnanie dostałam taki oto obrazek który od tamtej pory mi towarzyszy.
Pozdrawiam gorąco i dziękuję Wam za takie wsparcie:) jesteście cudowni!!!!

zdjęcia pochodzą z oficjalnej strony programu MasterChef http://masterchef.tvn.pl/zdjecia/ i wykonał je Fot. TVN/Bartosz Siedlik









Napisz komentarz

*

wszelkie prawa zastrzeżone - 2015 - Kinga Paruzel