Tak, tak! Mnie też czasami coś nie wychodzi lub się nie udaje. Ostatnio jakoś moje przepisy się mnie nie słuchają tzn. mam jakiś zamysł, ustalam proporcje i wyobrażam sobie efekt. Wtedy pojawia się tzw. kulinarny chochlik, który zupełnie inaczej interpretuje moje wizje. Tak było w tym przypadku. Marzyłam o nowej, wegańskiej wersji doskonałych ciasteczek owsianych. Zaczęłam analizować przepis główny (ten najdoskonalszy, ten TUTAJ), rozpisywać składniki, proporcje. Przystąpiłam do działania, wszystko układało się wspaniale, do momentu 6 minuty w piekarniku. Moje pięknie uformowane ciasteczka połączyły się w jedno duże ciastko. Pewnie teraz się zastanawiacie, dlaczego taki przepis publikuję? Postanowiłam pokazać Wam, jak pewne z pozoru niepowodzenie może zaprowadzić nas w zupełnie, nowe pyszne miejsce i okazać się wielkim sukcesem. Moje „ciasteczka niedane ?” to coś pomiędzy florentynką, kruchym ciastkiem, a ciastkiem owsianym. Chrupkie z zewnątrz i przyjemnie ciągnące się w środku. W ogóle nie suche, bogate w słodycz, pyszne.
Ciekawa jestem kto wypróbuje moją „nieudaną” porażkę?