Ten post napisał mój MĄŻ!!!!!!!!

Jak to było, kiedy jej nie było:) ?
Nadszedł w końcu ten dzień! Po WIELKICH prośbach i namawianiach mnie do napisania pierwszego mojego posta, stało się!
Uległem mojej cudownej żonie i trawiony chorobą w okresie międzyświątecznym wziąłem się za jego pisanie.

Rzecz będzie o tym ( dosłownie ) jak to było, kiedy jej nie było?!

Napiszę o mojej walce z dniem codziennym podczas nieobecności Kingi, gdy brała udział w sławetnym przedsięwzięciu – MasterChef.
Nie pamiętam dokładnej daty i szczerze mówiąc nie chce mi się jej przypominać. Był to za pewne któryś dzień lipca, którego to moja żona została przez mnie wywieziona do Krakowa na kręcenie pierwszych odcinków programu. Obojgu nam wydawało się, że nie będzie to zbyt długi okres i niebawem wróci do domu. Myliłem się!
Zostawiła mnie w sumie na okres ok 1,5 miesiąca, samego w domu i ze wszystkimi jego ( i nie tylko ) obowiązkami.

Myślałem sobie, a cóż do cholery może się takiego wydarzyć?

Ot pomieszkam sobie i odpocznę od codziennego jazgotu.
Rzeczywistość okazała się z goła inna i miała w stosunku co do mnie swoje plany:)
Prócz samego wspólnego gospodarstwa domowego, psa i innych tam takich domowych obowiązków moja luba zostawiła mi swoje ukochane koniki. Ja pierniczę ależ utrapienie!
Teraz tylko przedstawię jeden przykładowy dzień z życia jej cudownej gadziny:
Codziennie pobudka i wyjazd na czczo do stajni. Niby nic, gdyby nie ich ucieczki. Spierniczały z padoku, ja przez godzinę pełen obaw o gadzinę biegałem i próbowałem je łapać. Potem kolki ( ciężka choroba koni, niejednokrotnie kończąca się najgorszym ), wzywanie weterynarza i znów ślęczenie przy niewdzięcznicach o pustym żołądku do samego wieczora.

Po tak wyczerpującym dniu ucieczka najlepszego przyjaciela człowieka, naszego psa rasy Beagle. Ów słodziak zdecydował, że podobnie jak jego koleżanki zrobi mnie w wała i na noc wybierze się w pola trochę po rozrabiać.  Darł tam mordę przez kilka głośnych godzin. Robiło się późno było ok 2 w nocy i zdecydowałem, że trzeba coś z tym zrobić bo pobudzi wszystkich sąsiadów.

Biegałem za nim po wyczerpującym dniu przez jakąś godzinę w polach jak idiota. W końcu się udało – złapałem wszarza i przytargałem do domu.
Takie dni się powielały, ciągnęły bezlitośnie i przyprawiały mnie o zawrót głowy. Wszystko po to, by moja żonka mogła się spełniać :)

Cała moja radość z wolnego domostwa, luzu i spokojnych wieczorów bez jęczenia co mam zrobić, jaką śrubkę gdzie przewiercić znikła bardzo szybko kiedy to musiałam sam sprzątać, prać, kosić trawę, gotować itd.

Całemu temu cyrkowi towarzyszył ogromny stres związany z jej udziałem w programie. Co dzień czekałem na jej znak – czy wszystko ok, czy przeszła dalej? Rzecz jasna skoro się dostała, a apetyt rośnie w miarę jedzenia, chce się by dotrwała i doszła jak najdalej. Szczęście w moim nieszczęściu została do samego końca. Cieszyłem się i byłem z niej wręcz prze dumny! Udział w programie obojgu nam dał się we znaki. Żadnego urlopu, odpoczynku tylko stres i zapiernicz. Dziś wiem, że jesteśmy bogatsi o nowe doświadczenia, silniejsi razem i co najważniejsze, mam nadzieję, że to nasza wspólna ciężka praca nie pójdzie na manowce.

Chciałem też podziękować naszym rodzinom bez Was nie udałoby się to! Czujemy siłę którą nam dajecie, wsparcie i opiekę!

Swej Ukochanej życzę samych sukcesów w Nowym Roku i liczę, że będzie miała jeszcze więcej okazji do samospełniania się.
Z wyrazami bezgranicznego oddania i ogromnej miłości- Twój mąż Adam
Pozdrawiam Wszystkich czytelników AleBabki:)









Napisz komentarz

*

wszelkie prawa zastrzeżone - 2015 - Kinga Paruzel